Ewa Sobczak | NIE IDŹ
21540
page,page-id-21540,page-template-default,ajax_updown_fade,page_not_loaded,,select-theme-ver-2.6,vertical_menu_enabled,wpb-js-composer js-comp-ver-4.9.2,vc_responsive
 

1

– Nie idź – powiedziała. Opierała się o framugę, jakby zaraz miała upaść. Zrozumiałem, że boi się o mnie. Mogła mnie zatrzymać, ale tego nie zrobiła. Tylko to „Nie idź” na ściśniętym gardle, jakby brakowało jej sił, aby powiedzieć coś więcej. Tak sobie stała, w białej koszulce i spranych dżinsach, taką ją zapamiętałem i taką zostawiłem.

Nie-idz-1

2

Nie mogę powiedzieć, że dziewczyny teraz są łatwiejsze. Po prostu my mieliśmy pecha. Ja i Bolo. Wiem, że inni mieli to dawno za sobą – chłopaki z technikum, silne, o grubych głosach. Nie wiem, co było z nami nie tak, ale po latach wydaje mi się, że zależało nam za bardzo – rozpiąć stanik, rozchylić nogi. Byliśmy dwójką czternastoletnich prawiczków z małego miasta. Graliśmy w Nintendo, włóczyliśmy się po lasach i biliśmy konia na wyścigi.

*

Zośki długo nie traktowaliśmy poważnie, pewnie dlatego, że mieszkała w tej samej klatce i znaliśmy ją od zawsze. Do tego była wielka, mnie przerastała o pół głowy i miała dłonie o krótkich męskich palcach. Nosiła się też po męsku, rżnęła w piłę i opowiadała świńskie żarty. Raz zawalił się pod nią dach w szopie. Aż pewnego dnia zobaczyłem ją, jak wychodzi z klatki w kusej sukience. Zafarbowała włosy na czarno i zmieniła stanik. Nasza Zośka stała się kobietą, a my zaczęliśmy startować do niej na wyścigi, co przyjęła niechętnie, za to z rozbawieniem. Była o dwa lata starsza i miała nas za brzdąców.

*

Tej wiosny miasteczko obsypały fotografie zaginionego siedmiolatka. To był trzeci chłopczyk, który przepadł. Rodzice martwili się o nas, a my mieliśmy inne rzeczy na głowie. Nogi Zosi. Jej ramiona i usta. Co też ona może tymi ustami zrobić? Zabieraliśmy ją do kina i na bilard, czekałem, aż zrobi się cieplej, żeby móc pływać w kamieniołomie. Zośka w kostiumie kąpielowym – to byłoby coś. Bolo chciał nawet ją ode mnie odkupić, błagał, abym odstąpił. Oferował dziesięć kaset magnetofonowych. Musiał ją naprawdę kochać.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_02

3

Baliśmy się tylko pana Szramy, który mieszkał w wielkim, walącym się domu na rogatkach Rykusmyku. Podgalał skronie, dzięki czemu wyglądał jak stary żołnierz z amerykańskich filmów wojennych. Zawsze chodził w taniej dżinsowej kurteczce i ubłoconych butach. Nie miał żadnej rodziny, nikt nie wiedział, ile ma lat i czy Szrama to nazwisko, czy ksywka. W mieście pojawiał się rzadko. Jeździł ładą nivą. Kupował butle z gazem, słodycze i mnóstwo haczyków do wędek. Nie wiem, co z nim było nie tak, ale wystarczyło jedno spojrzenie pana Szramy i człowiekowi robiło się zimno.

*

Pan Szrama miał tylko jedno oko. Drugie, podobno, stracił na kopalni – kapsel od wody mineralnej wystrzelił mu w twarz. Uzębienie upodobniało go do Gargamela i wszyscy zdziwili się bardzo, gdy pan Szrama przyszedł do sklepu z uśmiechem jak z opery mydlanej. Bolo powiedział Zośce, że przyniesie jego sztuczną szczękę. Nie chciałem być gorszy i obiecałem, że w takim razie ja odbiorę mu oko. Zośka zaczęła się śmiać i, tak jak zwykle, nie potraktowała nas poważnie. Dopiero kiedy wychodziłem z domu, zrozumiała, że nie żartujemy. „Nie idź” – to usłyszałem. Ale poszedłem.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_03

4

Dom pana Szramy stał pod lasem. Na betonowy parter nałożono drewniane pięterko, które zdążyło przegnić. Komin był przetrącony, dachówki się sypały, w żadnym z okien nie paliło się światło. Prowadziła tam droga gruntowa, ale podeszliśmy od strony pól, licząc, że nie zostaniemy zauważeni. Położyliśmy się na brzuchu, Bolo wydobył lornetkę, popatrzył przez chwilę i podał mi ją. Dom widziany z bliska był jeszcze bardziej ponury i sprawiał wrażenie opuszczonego. Gdyby nie łada niva, zaparkowana na podwórku, uznałbym, że tak naprawdę jest, że nie ma żadnego pana Szramy, a my po prostu wrócilibyśmy do domu.

*

Moim zdaniem ktoś taki jak pan Szrama powinien mieć psa, czy coś takiego. Wypatrzyłem resztki budy, zresztą masa rzeczy walała się po obejściu – klatki na króliki, deski i części do samochodów. Popatrzyłem na Bola. Ze wszystkich sił próbował nie okazywać strachu, ale kiepsko mu szło. Myślę, że każdy z nas tylko czekał, aż drugi powie, żeby wracać, no ale żaden tego nie powiedział, a potem stało się to, co się stało.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_04

5

Myślę, że mógłbym powiedzieć parę słów o Bolu. Byliśmy nieszczęśliwymi ludźmi i zaprzyjaźniliśmy się tylko dlatego, że żaden z nas nie dostał lepszej propozycji. Bolo miał wąskie ramiona, krzywe nogi i miękki brzuch. Mówił powoli i z napięciem, jakby właśnie rozbrajał bombę, i chyba należał do tych, którzy nie poradziliby sobie w życiu, nawet gdyby złoty cielec kopnął ich w dupy. Teraz jest przestraszonym człowieczyną z dwójką dzieci i żoną, która go nie kocha ani nie pociąga.

*

Wiem, że dużo myśli o tamtej nocy i bardzo żałuje.

*

Obeszliśmy dom dookoła. Przez okno zobaczyłem pana Szramę rozwalonego na łóżku. Obok stały trzy szklanki: z okiem, ze szczęką i wódeczką. Pokoje ginęły w ciemności. Bolo chciał wejść przez drzwi. Zauważyłem jednak otwarte okno na piętrze. Podsadziłem Bola, a on zaraz podał mi rękę. Zaskrzypiała podłoga.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_05

6

Patrzyłem na meble pamiętające Niemca i wyblakłe fotografie ludzi, którzy dawno umarli. Pokój pachniał starością, mieszaniną potu, taniej wody kolońskiej i strachu przed śmiercią. Pan Szrama chyba tutaj nie przychodził. Zajął parter i nie wchodził na górę. Pod oknem stało krzesło i drewniany fotel bujany. Dywan nosił ślady po papierosach, przy kaflowym piecu leżała wywrócona węglarka i mnóstwo płóciennych okładek po książkach. Zdumiała mnie maszyna do pisania ustawiona na ciężkim stole. Obok ciśnięto skrzypce pozbawione strun. Pod ścianą stały narzędzia, wędki, siekiery i kosze śmierdzące rybą. Szliśmy ostrożnie, żeby niczego nie potrącić. Tak dotarliśmy do kuchni, gdzie stały wiadra i stół z ceratą. Spoglądałem raz po raz za siebie, na Bola. Poruszał się jak małpa, z przygiętym grzbietem i chudymi dłońmi zwisającymi przy ziemi. Wydymał nozdrza i mrużył oczy, jakby obawiał się, że mogą go zdradzić, że ktoś wypatrzy go w ciemności. Jeśli zachowało się we mnie jakieś wyraźne wspomnienie – prócz stalowych drzwi i pukania dobiegającego z drugiej strony – to tylko półmrok, smród i mnóstwo papierków po słodyczach walających się wszędzie. Nie posądzałem pana Szramy o taką słabość. Uwielbiał snikersy, białą czekoladę, ale najbardziej cenił sobie żelki o smaku coli. Zastałem sterty pustych opakowań zamiecionych pod ścianę. Leżały też przy okopconej kuchence i zlewie zasypanym naczyniami.

*

Staliśmy więc w tej pieprzonej ciemności. Chrapanie pana Szramy dochodziło przez otwarte drzwi. No dobra, powiedziałem sobie, teraz albo nigdy. Ustaliliśmy z Bolem, że każdy weźmie, co jego, i polecimy do Zośki. Bolo, chcąc nie chcąc, poszedł pierwszy. Pan Szrama leżał na plecach, w majtkach i podkoszulku, chrapał. Miał żyły jak postronki, małe, sprężyste mięśnie i mnóstwo blizn na ramieniu. Trzymałem się za Bolem. Bolo stał już nad szklanką, gdy pan Szrama usiadł gwałtownie i rozejrzał się nieprzytomnym wzrokiem.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_06

7

Zanurkowaliśmy pod łóżko. Pan Szrama siedział przez chwilę i mruczał do siebie. W końcu się położył. Zerknąłem na dygoczącego Bola. Za nim rysowały się drzwi do jeszcze jednego pomieszczenia. Nie wiedzieliśmy, co tam możemy zastać, ale żaden z nas nie chciał wracać tą samą drogą i, w tamtej chwili, nie myśleliśmy nawet o oku i szklance, czekających grzecznie, parę metrów od naszych dłoni. Bolo przeczołgał się do tamtych drzwi. Podążyłem za nim.

*

Pokój był mały i ciemniejszy od wszystkich poprzednich. Szrama zasłonił okna, ustawiając jakieś dziadostwo na parapetach, za to podłoga była czysta. Brakowało mebli, nie licząc stołka. Drugie drzwi po lewej prowadziły do znajomego pomieszczenia z piecem i do schodów prowadzących na piętro. Pośrodku podłogi znajdowała się klapa, metr na metr, zamknięta rdzewiejącą kłódką. Przyjrzałem się jej. Bolo pokazywał na schody, ja zainteresowałem się klapą. Obróciłem kłódkę w rękach.

*

I tak siedzieliśmy w ciemnościach, zbierając siły, Bolo z tą przerażoną miną, ja z kłódką w łapie, a z dołu doszło nas pukanie. Bardzo słabe. Gdy wspominam to wydarzenie, czasem wydaje mi się, że słyszałem również głos, przejmujący jęk jakiegoś dziwnego stworzenia, czegoś pomiędzy dzieckiem a zwierzęciem. Mogłem sobie to wymyślić. Wyobraźnia płata takie figle. Wiem za to na pewno, że Bolo prysnął, nie czekając na mnie. Niczym duch wbiegł po schodach. Chwilę później wyskoczył oknem i poleciał wypłakać się na komendzie.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_07

8

Kucnąłem nad klapą. Odpowiedziałem stukaniem na stukanie. Tamten uderzył trochę mocniej. Chyba wiedział, że to nie Szrama, że ktoś inny wdarł się do jego więzienia. Stuk, stuk o stal. Musiał być już bardzo słaby. Przypomniałem sobie karteczki na słupach. Ile sił drzemie w siedmiolatku? W pierwszym odruchu chciałem go uwolnić, ale nie miałem klucza. Myślałem dalej. Dom pana Szramy był przechodni. Z więzienia mogłem dostać się do sąsiedniego pokoju, stamtąd do kuchni, z kuchni do sypialni i z sypialni tutaj.

*

Przeprosiłem Boga i walnąłem stołkiem w klapę. Dźwięk wybrzmiewał dłużej, niż sądziłem. Pan Szrama wrzasnął i zerwał się z łóżka, a ja popędziłem ku drugim drzwiom, do kuchni, i wpełzłem pod stół. Mignął mi jeszcze cień gospodarza i dałbym głowę, że w sypialni znalazłem się jednym skokiem. Pan Szrama był już nad klapą, w samych gaciach i podkoszulku. Trzymał stołek i szarpał za kłódkę. Pod osłoną łóżka dotarłem pod nocny stolik, wyjąłem oko ze szklanki i pognałem ku schodom. Na podwórku wylądowałem w deszczu odłamków szkła.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_08

9

Długa droga przez pola napawała mnie lękiem. Skryłem się w lesie i czekałem na świt przy ziemi mokrej i zimnej jak loch. Cienie drzew zmieniły się w noże i kły, a każdy szelest zwiastował nadejście pana Szramy, wielkiego jak góra, łaknącego szklanego oka. Dopiero gdy czerwone słońce położyło się na drzewach, gdy dobiegł mnie odgłos przejeżdżających samochodów, znalazłem odwagę, by wrócić do domu.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_09

10

Policjanci mieli dla mnie wiele współczucia. Powiedziałem im prawdę. Przemilczałem tylko akcję ze stołkiem i zaprzeczyłem, że zabrałem oko. Zapewne nie uwierzyli, ale jakie to ma znaczenie? Bolo stawił się na komendzie parę godzin wcześniej. I tak za późno.

*

Pana Szramę aresztowano jeszcze w nocy, kiedy czekałem w lesie. Zastano go na podwórku. Kończył zakopywać ciało, cały mokry z wysiłku, upaprany ziemią i krwią. Gliniarz, który go skuł, opowiadał potem każdemu, kto chciał słuchać, że pan Szrama zachowywał się spokojnie i zaoferował swoją pomoc przy odkopywaniu. Jego jedyne oko ziało tą samą pustką co czarna dziura obok.

*

Ciało siedmiolatka zwrócono rodzicom, a ja od tamtej pory wiem, czym są wyrzuty sumienia.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_10

11

Rodzice zajęli się mną troskliwie, jak tylko mogli, nie chcieli wypuścić z domu i dlatego Zośkę odwiedziłem dwa dni później, kiedy wieść o wydarzeniach w domu pana Szramy rozeszła się po Rykusmyku. Zośka była sama, w obcisłych dżinsach i bluzce z głębokim dekoltem. Tym razem wpuściła mnie do środka. Stanęliśmy w korytarzu przy uchylonych drzwiach jej pokoju. Wcześniej ułożyłem krótką przemowę, lecz zapomniałem języka w gębie. Po prostu dałem jej to oko. Wykrztusiłem, że czas już na mnie. Chciałem wreszcie złapać parę godzin snu.

*

A ona popatrzyła na mnie jak żadna, ani wcześniej, ani później, przyciągnęła ku sobie i poprosiła: – Nie idź.

Nie_idz_Ewa_Sobczak_72dpi_11

Autorzy

Lukasz

Zdjęcie: Bartek Barczyk

Autor opowiadania: Łukasz Orbitowski

*

Pisarz. Autor sześciu powieści, m.in. „Inna dusza”, „Szczęśliwa ziemia”, „Tracę ciepło”. W roku 2016 otrzymał Paszport Polityki. Na antenie TVP Kultura prowadzi program „Dezerterzy”. Wiecznie w podróży, gubi się między miastami. Przez przyjaciół zwany Potworem. – orbitowski.pl

ja

Zdjęcie: Zuki Studio

Ilustracje, animacje, montaż: Ewa Sobczak

*

“Nie idź” jest moją pracą magisterską z Polsko-Japońskiej Akademii Technik Komputerowych. Nie-wirtualnie jest to książka z multimedialnymi ilustracjami, które można obejrzeć na smartfonie lub tablecie za pomocą aplikacji do Augmented Reality (tzw. rzeczywistości rozszerzonej). Zdjęcia książki można zobaczyć tutaj.

Grzegorz

Zdjęcie: Studio Gama

Narrator: Grzegorz Daukszewicz

*

Zadebiutował rolą Sergiusza na scenie Teatru Współczesnego w „Sztuce bez tytułu”. Potem związany był z teatrem Studio i Teatrem Polonia Krystyny Jandy. Od 2012 roku gra Adama Krajewskiego w serialu „Na dobre i na złe”. W 2014 roku zagrał w filmie „Miasto 44” Jana Komasy. Zagorzały fan Nintendo, w czasie wolnym katuje sąsiadów ścieżką dźwiękową z „The Legend of Zelda”. – Studio Gama